20 sty 2018

Kto kogo zmieni - rezydenci system czy system rezydentów?


 

Młodym lekarzom należą się podziękowania. Doprowadzili swoim protestem do faktu,  który dotychczas nie miał w ochronie zdrowia precedensu - nakłady na zdrowie zostały zwiększone. Możemy narzekać, że za mało i że za długo będziemy na to czekać, ale jednak wydatki publiczne na zdrowie będą rosły. Głosowali za tym prawie wszyscy posłowie, zwykle podzieleni i  istotnie różniący się w swoich poglądach. 

Na protest młodych lekarzy patrzę jak na zmianę pokoleniową i zderzenie oczekiwań młodego pokolenia z systemem, którego podwaliny zostały zorganizowane w latach 50tych ubiegłego wieku. W podobny sposób zderzają się z systemem młodzi pacjenci, którzy nie rozumieją dlaczego trzeba stać rano w kolejce po numerek do POZ czy dlaczego nie można sprawdzić, jak długi jest czas oczekiwania i zapisać się na wizytę online. Młodzi lekarze zderzyli się z archaicznym systemem na rynku pracy i doprowadzili do najpoważniejszego kryzysu w ochronie zdrowia, jaki kiedykolwiek miał miejsce. Kryzysu, którego nie uda się rozwiązać w sposób prosty, ponieważ oczekiwania wychodzą daleko poza proste zwiększenie płac i uderzają w podwaliny tego systemu. Protest młodych lekarzy obala kilka mitów, które zostały zbudowane po to, żeby system mógł trwać w niezmienionej postaci i mógł chronić interesy grup zmierzających do utrzymania status quo. I dlatego ma on większą szansę niż dotychczasowe strajki pielęgniarek czy lekarzy rodzinnych z Porozumienia Zielonogórskiego przyczynić się do oczekiwanej przez pacjentów  transformacji systemu.

Mit I – łóżka szpitalne nas wyleczą

Młodzi lekarze zakomunikowali, że ważny jest dla nich work life balance i nie będą nadmierną własną pracą i niezgodnie z prawem rozwiązywali problemu niezaspokojonych potrzeb zdrowotnych w warunkach deficytu kadr i środków, którego rozwiązać od lat nie potrafią zarządzający ochroną zdrowia.

Ta postawa nie dziwi, zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę z faktu, że 75% pracowników ochrony zdrowia to kobiety. Młode pokolenie nie jest kolejnym pokoleniem tytanów pracy, wychowane w dobrobycie chce żyć zachowując równowagę między życiem rodzinnym i pracą i komunikuje, że ich czas wolny jest dla nich ważniejszy niż pieniądze. Z tej perspektywy patrząc najbardziej w potrzebę równowagi praca – życie uderza oczekiwanie, że lekarze będą pracowali w nocy i brali wiele dyżurów. Pomysł z wymawianiem klauzuli opt-out uderzył nie w pracę dzienną w poradni ale właśnie w szpitalne dyżury. Zmusza nas do refleksji, czy w kraju w którym jest poważny nadmiar łóżek szpitalnych i niedobór lekarzy i pielęgniarek możliwe jest takie zorganizowanie pracy nocnej, żeby leczenie szpitalne było bezpieczne. Na 100 000 mieszkańców przypadają w Polsce 663 łóżka szpitalne i jest to istotnie więcej niż średnia dla krajów UE wynosząca 515 łóżek. Liczba pielęgniarek i lekarzy na 1000 mieszkańców wynosi odpowiednio 5,2 i 2,3 i  jest najniższa w krajach UE. Młodzi medycy demaskują mit, że uda się niedoborem personelu obsadzić dyżury nadmiernej liczbie szpitali, oddziałów i łóżek i że będzie to bezpieczne dla pacjentów. W świetle publikacji OECD „Profil systemu ochrony zdrowia Polska 2017” liczba możliwych do uniknięcia hospitalizacji z powodu zaostrzeń stanów przewlekłych w cukrzycy, astmie i niewydolności krążenia jest w Polsce bardzo wysoka. Młodzi lekarze wskazują, że droga i kadrochłonna medycyna interwencyjna, koncentrująca się na rozwiązywaniu zaniedbanych problemów zdrowotnych w szpitalach nie jest w warunkach deficytu kadr i środków finansowych modelem do utrzymania na dłuższą metę. Mają tu wsparcie pacjentów, którzy nie chcą się leczyć w szpitalach tylko w poradniach, w domu, gdziekolwiek w myśl trendu health anywhere. A jeśli w szpitalach to w trybie jednodniowych hospitalizacji, które nie generują potrzeby dyżurów.


Mit II – nie ma potrzeby włączania w opiekę innych zawodów medycznych, lekarz zrobi wszystko sam

Młodzi lekarze wskazują na biurokrację jako na problem wymagający pilnego rozwiązania. W istocie ich protest jest wołaniem o pomoc. Pomoc nie tylko asystentek medycznych, które odciążą lekarzy od pracy papierowej. Jest to wołanie o nowy, wychodzący naprzeciw wyzwaniom współczesności podział zadań między lekarzami i pozostałymi zawodami medycznymi. Funkcja practising nurse ma już ponad 50letnią historię i powstała w wyniku eskalacji oczekiwań płacowych lekarzy. Pielęgniarka która zbiera wywiad, bada pacjenta, referuje problem lekarzowi, współpracuje przy stawianiu diagnozy i wdraża zalecenia, wystawia recepty, zaświadczenia i skierowania we współpracy z lekarzem może być  rozwiązaniem problemu przeciążenia i niedoboru lekarzy. Tylko kto wyręczy pielęgniarki, których także jest za mało? We współpracującym zespole złożonym z lekarza, pielęgniarki, psychologa, dietetyka, fizjoterapeuty, opiekuna medycznego, farmaceuty, edukatora zdrowotnego obciążenie pracą lekarza maleje, pojawiają się nowe możliwości elastycznego reagowania na zmieniające się wyzwania i kontakt lekarza z pacjentem ma szansę trwać krótko i być owocny. Taki model powinien funkcjonować zwłaszcza w POZ. Wyznaczone na nowo zakresy zadań zawodów medycznych można wycenić i będzie to zadanie łatwiejsze niż podejmowane od lat nieudane próby określenia wynagrodzeń w ochronie zdrowia w oderwaniu od zakresów obowiązków. Młodzi lekarze prosząc o odciążenie od biurokracji proszą w zasadzie o inny nowoczesny podział zadań między zawodami medycznymi i włączenie zawodów niewykorzystanych w publicznym systemie lub pomijanych. Proszą o zmianę zastanego status quo, w którym lekarz robi wszystko sam bo tylko dla niego starcza środków w niedofinansowanym systemie.

Mit III – pacjent z katarem potrzebuje pomocy lekarza

Lekarze są przeciążeni pracą z powodu niskich kompetencji zdrowotnych pacjentów oraz w wyniku powszechnej praktyki, że wszelkie problemy zdrowotne rozwiązuje lekarz. Nie zbudowaliśmy kultury zaangażowania zawodów medycznych i nie zbudowaliśmy zaufania do porad oferowanych poprzez pielęgniarki, farmaceutów, dietetyków czy edukatorów zdrowotnych. Pacjenci oczekują, że ich problemy zdrowotne będzie rozwiązywał lekarz a najlepiej lekarz specjalista. W badaniach prowadzonych przez Fundację MY Pacjenci bardzo wyraźnie wskazano na lekarzy specjalistów jako tą grupę, u której chcą się leczyć Polacy. Przed nami wiele wyzwań – po pierwsze należy w sposób systemowy rozwijać kompetencje zdrowotne Polaków po to, żeby potrafili wspomagani przez personel medyczny samodzielnie i odpowiedzialnie poradzić sobie z prostymi problemami zdrowotnymi typu ból głowy czy przeziębienie. Najlepiej powierzyć to ważne zadanie, które odciąży lekarzy odrębnej instytucji która zajmie się edukacją zdrowotną, rozwojem kompetencji zdrowotnych pacjentów i wspieraniem odpowiedzialnego samoleczenia. Po drugie należy zbudować zaufanie do innych zawodów medycznych – farmaceutów, pielęgniarek, dietetyków, edukatorów zdrowotnych, psychologów, fizjoterapeutów po to, żeby jak najwięcej potrzeb zdrowotnych zaspokajać bez angażowania lekarzy. Potencjał lekarzy należy skierować do leczenia osób chorych. Pozostałymi problemami mogą się zająć współpracujące w zespołach zawody medyczne. Część odpowiedzialności za swoje zdrowie i leczenie powinni przejąć pacjenci, przez te zawody wspierani.

Mit IV – lekarz na kilku etatach w systemie publicznym i prywatnym

Młodzi medycy mówią wyraźnie – jeden lekarz – jeden etat, najlepiej dobrze płatny i w publicznej placówce. Nie widzą się w pracy na kilku etatach w kilku placówkach. Problem zatrudnienia lekarzy w placówkach publicznych i prywatnych, co chętnie wykorzystują pacjenci zaczynając leczenie w prywatnym gabinecie a kończąc je w publicznym szpitalu, jest podnoszony w wielu międzynarodowych publikacjach jako istotna cecha polskiego systemu opieki zdrowotnej, negatywnie wpływająca na dostępność świadczeń w systemie publicznym. W krajach w których lekarze nie mogą pracować w publicznych i prywatnych placówkach udało się zmniejszyć kolejki do publicznego systemu opieki zdrowotnej. Warto postulat młodych lekarzy potraktować poważnie i rozważyć, czy publicznego płatnika rzeczywiście nie stać na zatrudnienie większości lekarzy w placówkach publicznych. Jest ich już tak mało, że powinno być to możliwe.

Mit V – lekarzowi płacimy za leczenie a nie za jego efekt

W systemie ochrony zdrowia nie zadbano o spójność celów na wszystkich poziomach opieki. Inny cel leczenia ma lekarz w relacji z pacjentem, inny cel ma świadczeniodawca a dla systemu jako całości cel nie został sformułowany. Najbardziej pożądany cel na każdym poziomie opieki to utrzymanie jak najdłużej zdrowych w zdrowiu a chorych z chorobami przewlekłymi w stanie stabilnym bez zaostrzeń wymagających hospitalizacji. Tak sformułowany cel wymaga określenia wskaźników jego realizacji. Skoro celem działań systemu staje się unikanie hospitalizacji i zgonów, wskaźniki na których oparte są systemy motywacyjne dla zawodów medycznych i świadczeniodawców mogą dotyczyć możliwych do uniknięcia hospitalizacji z powodu chorób przewlekłych czy możliwych do uniknięcia zgonów dzięki profilaktyce. Takie wskaźniki są przedmiotem analiz OECD czy WHO na poziomie kraju, więc ich analiza jest możliwa na poziomie regionów czy poszczególnych świadczeniodawców. Płacenie za efekt leczenia lekarzom czy placówkom, które realizują cele systemu opieki zdrowotnej jest możliwe do zrealizowania w ochronie zdrowia, podobnie jak płacenie za efekt w każdej innej dziedzinie gospodarki. Zarządzanie przez cele nie musi omijać ochrony zdrowia i co więcej może stać się istotnym czynnikiem motywacji finansowej dla lekarzy i świadczeniodawców i źródłem oczekiwanych przez lekarzy wyższych wynagrodzeń. Jeśli mamy płacić lekarzom więcej – płaćmy za realizację konkretnych celów zdrowotnych. Nie powinniśmy oszczędzać na lekarzach, którzy realizują cele wyznaczone przez zmieniający się system. Przyczyniają się oni do oszczędności i mniejszego obciążenia pracą swoich kolegów, a to obecnie dwa najtrudniejsze wyzwania systemu ochrony zdrowia.

Pacjenci wiedzą jak uzdrowić ten chory system

Pacjenci chcą się leczyć u wypoczętych, niewypalonych, dobrze umotywowanych i zadowolonych lekarzy. Lekarz przemęczony i wypalony nie traktuje pacjenta po partnersku, cierpi na tym jakość i skuteczność leczenia. Dlatego też wobec protestów rezydentów i narastającego kryzysu kadr i środków w ochronie zdrowia, grupa 40 organizacji pacjentów zaproponowała kierunki zmian w systemie ochrony zdrowia, które mają szansę w dłuższym okresie poprawić sytuację pacjentów i lekarzy w warunkach ograniczonych środków finansowych. Propozycja ta została złożona na ręce poprzedniego i obecnego ministra zdrowia. Zakłada ona stopniowe odchodzenie od kosztownej i kadrochłonnej medycyny interwencyjnej na rzecz medycyny prewencyjnej, uprawianej w poradniach, nowy podział zadań między zawodami medycznymi, który odciąży grupy nadmiernie obciążone pracą i włączy do współpracy zawody niewykorzystane lub marginalizowane oraz zwiększenie kompetencji zdrowotnych pacjentów po to, żeby byli bardziej samodzielni w dbaniu o własne zdrowie. Zakłada ona, że rozwiązanie problemu deficytu kadr wymaga wielu działań podejmowanych jednocześnie i jest to zupełnie inny katalog działań, niż  te o których mówią kolejni ministrowie zdrowia czyli zwiększanie płac i kształcenie większej liczby lekarzy i specjalistów w deficytowych dziedzinach. Pacjenci dziękując młodym lekarzom za ich prowokujący zmiany protest, zachęcają wszystkie środowiska do rozmów na temat propozycji pacjentów i podjęcia działań, które rozładują obecny konflikt z korzyścią dla trzech stron – zawodów medycznych, administracji publicznej i pacjentów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz