20 cze 2015

Nasze zdrowie publiczne


Fundacja MY Pacjenci wyręczyła urzędników w przeprowadzeniu konsultacjach społecznych ustawy o zdrowiu publicznym i zebrała opinie ponad 50 organizacji pacjenckich, niezrzeszonych pacjentów i obywateli, w sumie 2192 opinie. Konsultacje społeczne online przeprowadzone przez Fundację trwały tydzień w kwietniu 2015 roku. Co uznaliśmy za priorytety dla zdrowia publicznego?

 

Prawie 20 lat temu, w wyniku reformy wprowadzającej Kasy Chorych w 2007 roku odpowiedzialność za zdrowie, która w poprzedniej epoce spoczywała głównie na barkach państwa została przekazana obywatelom. Przekazaniu tej odpowiedzialności nie towarzyszyło jednak przekazanie wiedzy. Co było robić, odpowiedzialność wzięliśmy, zdrowie publiczne stało się własnością nas obywateli aby państwo mogło abdykować z zajmowania się tym tematem. Teraz po 20 latach wraca do problemu, proponując ustawę o zdrowiu publicznym. Tymczasem wiele się w międzyczasie zmieniło, dawne problemy zdrowia publicznego takie jak choroby zakaźne, odeszły do przeszłości, pojawiły się nowe – otyłość i jej powikłania, stres, nowe uzależnienia – od komputera, od zakupów, od pracy.

Przejęliśmy karnie odpowiedzialność za zdrowie własne i naszych dzieci nie mając do tego kwalifikacji. Jako efekt obserwujemy rosnące ruchy antyszczepionkowe, wynikające z braku dostępu do dobrych, autoryzowanych i nowoczesnych źródeł informacji dla ludzi młodych, obserwujemy różne ekstemizmy żywieniowe i lifestylowe, podobnie, wynikające z łatwego dostępu do informacji ale niekoniecznie prawdziwych. Zjawiska szerzą się  dynamicznie dzięki internetowi i mediom społecznościowym, a instytucje publiczne nie reagują na te zjawiska skutecznie. Wiele mechanizmów tych nowych zjawisk jest niejasnych, ale jedno jest jasne – nie uda się zaproponować nowoczesnych rozwiązań w zdrowiu publicznym jeśli nie zada się prostych pytań o potrzeby zwłaszcza młodym ludziom. Tak jak lekarz nie powinien podejmować decyzji o leczeniu bez pacjenta tak eksperci i urzędnicy nie powinni podejmować decyzji o zdrowiu publicznym bez pytania nas o zdanie. To myślenie rodem z zeszłej epoki o załatwianiu tematów zdrowia w zaciszu gabinetów, bez pytania opinii publicznej o zadnie jest dziś nie do przyjęcia i kompromituje.

Co wynika z zadania kilku pytań o zdrowie publiczne młodym obywatelom?

Po pierwsze, głód informacji jest ogromny. Potrzebne są pilnie rzetelne, autoryzowane, prowadzone przez instytucje publiczne odpowiedzialne za zdrowie, ale podane w nowoczesny sposób, z wykorzystaniem multimediów, infografik, mediów społecznościach portale dotyczące zagadnień zdrowia publicznego. Tak pojętą odpowiedzialność za zdrowie publiczne – dostarczanie wysokiej jakości autoryzowanej informacji – postrzegają rządy wielu krajów w EU i takie niezbędne minimum obecności państwa w zdrowiu publicznym oferują obywatelom.

Po drugie, nie da się już ukryć, że także obywatele widzą jaki jest najpoważniejszy problem zdrowia publicznego. Identyfikują to bez trudu, choć system publiczny nie wydaje na promocję czy profilaktykę w tym obszarze ani złotówki. Widzimy wszyscy, że co drugi z nas ma nadwagę albo jest otyły. Nie sposób zmieść tego pod dywan. Dziś leczymy, wydając na powikłania otyłości ponad 3 mld środków NFZ rocznie, to o co nie zadbaliśmy 20 lat temu, edukując dzieci, młodych rodziców, kobiety w ciąży – nadciśnienie, chorobę wieńcową, niewydolność serca, zawały serca i udary mózgu. Bez kompleksowego systemu edukowania, leczenia i stwarzania warunków dla zdrowego stylu życia nie da się zahamować tsunami otyłości. Tu trzeba zapomnieć o zmniejszaniu populacji osób otyłych, wielkim sukcesem będzie jeśli uda się zatrzymać narastanie otyłości i osiągnąć plateau.

Jeśli nie znajdziemy publicznych środków na tworzenie systemowych skoordynowanych rozwiązań angażujących resort rolnictwa, edukacji, infrastruktury, polityki społecznej, sportu i finansów, zapłacimy za te oszczędności z prywatnych kieszeni, płacąc wyższe składki na zdrowie, dopłacając do świadczeń czy finansując dodatkowe ubezpieczenia. Albo trochę publicznych pieniędzy teraz na profilaktykę otyłości albo spore prywatne wydatki z naszej kieszeni za chwilę na zwalczanie jej skutków. Dobrze przemyślana i finansowana z publicznych środków ustawa o zdrowiu publicznym, wskazująca jako priorytet otyłość jest więc dziś w osobistym interesie nas wszystkich.

Po trzecie, z konsultacji wynika, że nie da się poprawić zdrowia publicznego i zrealizować jego celu jakim jest wydłużenie średniej długości życia Polaków w zdrowiu, jeśli nie poprawi się dostęp do lekarzy specjalistów, do diagnostyki i do informacji – jak i gdzie mamy się leczyć i badać w systemie publicznym. To kolejny mocny strzał w kiepską politykę informowania obywateli, tym razem nie o zdrowiu ale o leczeniu w publicznym systemie opieki zdrowotnej. Pacjent chce wiedzieć gdzie znajdzie lekarza danej specjalizacji w danej lokalizacji, jak długo przyjdzie mu czekać, ile za to zapłaci. Ta wiedza jest wprawdzie dostępna na stronach NFZ ale cały czas nieprzystępna, bardziej skutecznie działają informatory dotyczące poruszania się w systemie prywatnych usług typu znanylekarz.pl. Pacjenci w systemie publicznym błądzą w dalszym ciągu, warto przyjrzeć się istniejącym rozwiązaniom i kopiując dobre wzory, wprowadzać je tam gdzie ich brakuje.

Po czwarte, przebiły się w naszym badaniu wartości, jakimi chcemy, żeby kierowała się polityka zdrowia publicznego. Uważamy, że osoby zachowujące się ryzykownie, nadużywając alkoholu i palące papierosy, powinny płacić wyższe składki zdrowotne. Uważamy, że leczenie ofiar wypadków drogowych powinno być pokrywane nie z budżetu NFZ ale z polisy sprawcy, jeśli kierowca prowadził pod wpływem alkoholu. Wskazujemy na potrzebę wyższego opodatkowania niezdrowej żywności i wskazujemy te  środki jako źródło finansowania walki z otyłością, na wzór akcyzy od wyrobów alkoholowych czy tytoniowych kierowanej na zwalczanie skutków tych uzależnień. Takie wyniki badania pokazują, że pogodziliśmy się z tym, że w największym stopniu za zdrowie odpowiadamy sami. Ale pokazuje to, że oczekujemy od państwa dobrego przykładu, pod postacią spójnego zestawu norm prawnych, które utwierdzą obywateli jeszcze nieodpowiedzialnych za swoje zdrowie, że normy społeczne się zmieniły i nie mogą już liczyć na przywilej opiekuńczości państwa, bo państwo już dawno przestało być opiekuńcze w obszarze zdrowia.

Zaproponowana ustawa o zdrowiu publicznym nie była najlepsza. Niewiele mówiła o stronie merytorycznej – nie definiowała priorytetów, zakresu jaki obejmuje, ustalała tylko budżet i osobę pełnomocnika odpowiedzialnego za dalsze prace. Zobaczyliśmy, że w  miarę postępu prac nad ustawą staje się ona jeszcze gorsza – znika z niej budżet zdrowia publicznego, resorty mające współpracować próbują utrzymać dotychczasowe status quo własnych niezależnych działań i budżetów, ministerstwo finansów forsuje tezę „Gospodarka głupcze!” a hasło „Zdrowie głupcze!” nie ma szans się przebić. Uznaliśmy, że należy wesprzeć opinią obywateli reszki sypiącej się ustawy. Zaprosiliśmy do współpracy Ministerstwo Zdrowia. Zaczytane w uwagi do ustawy przesyłane przez świadczeniodawców, lekarzy, ekspertów, płatnika, innych resortów,  nie znalazło czasu, żeby posłuchać konstruktywnego głosu obywateli. Zrozumieliśmy, że nie ma co popierać czegoś, co z założenia nie mogło być dobre. Bez uwzględnienia opinii pacjentów czy obywateli nie powstanie nigdy dobre prawo w ochronie zdrowia.

Raport z konsultacji społecznych ustawy o zdrowiu publicznym dostępny jest pod linkiem http://mypacjenci.org/images/raporty/Raport-zdrowie-publiczne.pdf

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz