25 mar 2014

Mikrozmiany w zdrowiu.


Minister Arłukowicz wspierany przez premiera zaprezentował z nadejściem wiosny propozycje zmian w ochronie zdrowia, które mają na celu zrealizowanie zadania, jakie dostał od premiera – skrócić kolejki. Czuję się w obowiązku skomentować te propozycje z perspektywy nas pacjentów i obywateli, zwłaszcza , że nikt nas jeszcze o zdanie nie spytał. Oczywiście wszystkie propozycje są dobre i słuszne. Nadanie priorytetu onkologii, wykorzystanie potencjału lekarzy POZ czy  zwiększanie roli pielęgniarek            to wszystko zmiany na lepsze. Tyle tylko, że to są mikrozmiany. To nie są zmiany systemowe, których ochrona zdrowia w Polsce bardzo potrzebuje. Ale też trzeba przyznać, że przestrzeni na te zmiany nie było dużo. Miały paść propozycje, które nie zwiększą wydatków na ochronę zdrowia, nie wywołają niepokojów społecznych i nie stanowią politycznego ryzyka. I takie to są zmiany – mikrozmiany w mikroprzestrzeni, jaką dał na nie premier. Czy w tej mikroprzestrzeni można było zaproponować coś jeszcze? Myślę że tak, że istnieją bardzo skuteczne narzędzia, które w ochronie zdrowia nic nie kosztują, nie wywołają niepokojów społecznych a w większym stopniu w długiej perspektywie przyczynią się do zmiany na lepsze dla pacjentów i poprawy  społecznych nastrojów dla decydentów.

Czy ktoś nas pytał o priorytety w zdrowiu?

Nie tyle mam zastrzeżenia do tego co zostało zaproponowane ile do tego jak. Podczas prac nad tą propozycją popełniono po raz kolejny ten sam grzech pierworodny co zawsze, choć sytuacja była bardziej napięta. Prace trwały jak zwykle, w zaciszu gabinetów w gronie administracji publicznej i ekspertów, których do tego dopuszczono. Nie wykorzystano bardzo dziś taniego czy wręcz darmowego narzędzia komunikacji społecznej. Arbitralnie przyjęto, że dziedziną priorytetową będzie teraz onkologia. Kiedyś inny minister w równie arbitralny sposób nikogo nie pytając o zdanie określił, że priorytetem będzie fragment kardiologii. Polska szybko stała się liderem światowym w leczeniu zawałów serca.  Tyle, że ten wybór oznaczał wieloletnie zaniedbanie w innych dziedzinach takich jak psychiatria, pediatria czy geriatria, a cała zmiana polegała na redystrybucji środków i decyzji komu zabrać, żeby dać na leczenie zawałów. Dziś priorytetem jest onkologia, tylko nie określono komu zabrać, żeby dać chorym na raka?

Czy ktoś nas pacjentów i obywateli spytał, czy MY chcemy żeby to leczenie raka było teraz jedynym narodowym priorytetem w zdrowiu? A może, gdyby ktoś nas spytał okazałoby się, że zależy nam także na czymś innym niż jedynie onkologia. No właśnie, to jest ten problem, że nigdy nikt nas nie pytał jak chcemy MY obywatele, żeby były wydawane publiczne pieniądze na zdrowie. Czy chcemy decydować o wydatkach na zdrowie kierując się, tak jak obecnie, wyłącznie ekonomią czy też może chcemy żeby jakieś inne niż ekonomia społeczne wartości o tych priorytetach decydowały. Czy godzimy się jako społeczeństwo na to, że NFZ więcej płaci za amputacje stóp miażdżycowych czy cukrzycowych czy wolimy, żeby więcej płacił za ich wyleczenie? Czy godzimy się na to, żeby 70% wydatków na leczenie raka było wydawanych w ostatnich 3 miesiącach życia  pacjenta czy może chcemy te pieniądze inwestować wcześniej,  na przykład na profilaktykę i diagnostykę. Czy godzimy się  na to, że inwestujemy procedury in vitro, a nie potrafimy dobrze odbierać porodów i nie pilnujemy, żeby jak najmniej dzieci w czasie tych porodów nie uszkadzać? Czy odpowiada nam jako społeczeństwu to, że nie potrafimy zawalczyć o życie każdego chorego dziecka i pozwalamy na niepotrzebne zgony dzieci? Czy chcemy się leczyć w szpitalach i oddziałach ratunkowych czy może w ambulatoriach specjalistycznych dostępnych dla każdego.  

Pytań można zadać obywatelom wiele, wszystko powinno dać w efekcie społeczny pogląd jakimi kryteriami MY obywatele chcemy, żeby administracja publiczna się kierowała, podejmując w naszym imieniu decyzje o wydawaniu publicznych pieniędzy na zdrowie. Taki dialog ze społeczeństwem odbył  się w wielu krajach i powinien być również w Polsce podstawą wszelkich działań reformatorskich w ochronie zdrowia. A zwłaszcza  działań ministra Arłukowicza i premiera w związku z pakietem kolejkowym.

Co przeszkadza ludziom młodym?

Nie wiem, jakimi kryteriami kierowali się eksperci i urzędnicy wybierając samodzielnie jako jedyny narodowy priorytet onkologię. Moim zdaniem nie wsłuchali się w Głos Społeczny właściwie. Sondaże przedwyborcze być może zadają niewłaściwe pytania. Gdzie teraz najbardziej iskrzy w ochronie zdrowia? Premier zmusił Arłukowicza do pracy w wyniku narastającego niezadowolenia nie z powodu onkologii tylko położnictwa i pediatrii. To obszary, gdzie z systemem takim jaki on jest stykają się ludzie młodzi. To tam najbardziej iskrzy. Oni nie stykają się z takim substandardem rodem z zeszłej epoki w żadnej innej dziedzinie życia. Wszędzie zaszły już zmiany – w edukacji, komunikacji, pracy, administracji publicznej. Ochrona zdrowia jest ostatnim reliktem zeszłej epoki. Młodzi ludzie zderzają się z nim przy dwu okazjach – jak rodzą dzieci i potem jak te dzieci są małe i chorują. No i jak sami chorują, ale to nie jest ta największa grupa.  Jedno nagłośnione przez media nieszczęście wywołuje falę zgłoszeń kolejnych i poruszenie w digitalnym pokoleniu 25-35. Uruchamiają się fora internetowe, smartfony, facebook, tweeter. Energia społeczna wywołuje wrzenie. To właśnie jest dziś najbardziej nieakceptowany społecznie obszar systemu zdrowia. Co nie oznacza, że onkologia nie wymaga zmian. Ale w wyniku przedstawionych działań może się okazać, że te obszary padną ofiarą prostej redystrybucji środków, bo przecież dodatkowego zasilenia systemu finansowaniem z zewnątrz na onkologię nie zaproponowano. A to może się okazać politycznym strzałem nie w dziesiątkę, jak się dziś wydaje, tylko zwykłym strzałem w kostkę.

Wygląda na to, że urzędnicy i eksperci bez udziału społecznego nie są w stanie właściwie zdiagnozować problemu, który próbują rozwiązać. Dziwne, że ci eksperci nie zalecili czegoś co dziś jest już standardem wszelkich działań, które mają doprowadzić do jakiegoś celu – nawet prostych badań opinii. Te już wskazałoby lepszą drogę niż to działanie w ciemno, którego efekty zaprezentowano podczas konferencji prasowej.

Zdrowie bez społecznej kontroli.

Jest jeszcze druga rzecz, o której zapomniano, która podobnie nic nie kosztuje a która daje szansę na to, że zmiany będą następowały nawet bez istotnego udziału administracji publicznej. Tak samo jak zapomniano o dialogu społecznym zapomniano również o nadzorze społecznym. Ochrona zdrowia funkcjonuje jak funkcjonuje, między innymi dlatego, że jest wyjęta spod społecznego nadzoru. PACJENCI i obywatele nie mają na żadnym etapie możliwości kontroli nad wydawaniem publicznych pieniędzy na zdrowie. To znaczy mają, raz na cztery lata, poprzez udział w wyborach. Jak inaczej wyglądałoby wydawanie pieniędzy na zdrowie na każdym szczeblu, gdyby w gremiach decyzyjnych pojawili się PACJENCI czy obywatele? Czy komisja konkursowa w której są przedstawiciele społeczni przy oddziale NFZ przyznałaby kontrakt szpitalowi, który nie istnieje? Czy oddział NFZ czy szpital utrzymywałaby opustoszały oddział nie redukując liczby łóżek, tylko dlatego, że to największy pracodawca w regionie? Czy oddział wojewódzki NFZ ograniczyłby środki na tanią diagnostykę ambulatoryjną po to, żeby kilkakrotnie więcej dać na to samo pieniędzy oddziałom szpitalnym? Czy Rada Centrali NFZ odwołałaby prezesa, który upominał by się od budżetu państwa nieuregulowanej dopłaty do składek osób uprzywilejowanych albo nieubezpieczonych? Czy przyznano by kontrakt oddziałowi ginekologiczno-położniczemu, na którym stwierdza się dużo zgonów dzieci? Czy przedłużono by współpracę z firmą organizującą transport medyczny, której karetki nie dojeżdżają do pacjentów na czas? I tak dalej i tak dalej. Nadzór społeczny nie wychwyci wszystkiego ale z czasem miałby szansę zapobiec nieoptymalnemu wydawaniu pieniędzy na zdrowie na każdym szczeblu – Rady Przejrzystości, która decyduje, co refundować z publicznych pieniędzy, Komisji Ekonomicznej która decyduje, ile dopłać do konkretnego leku ma pacjent a ile budżet. Nadzór społeczny jest potrzebny w Centrali NFZ, oddziałach wojewódzkich, na szczeblu województw, urzędów marszałkowskich, każdego szpitala. Nie powinno już dawno istnieć żadne ciało podejmujące decyzje o organizacji systemu ochrony zdrowia czy o jego publicznym finansowaniu bez udziału reprezentacji społecznej.

Pacjenci nauczcie się walczyć o swoje prawa.

W krajach Unii trudno dziś sobie wyobrazić istnienie ciał podejmujących decyzje o zdrowiu bez udziału pacjentów czy obywateli. Pacjenci są bardzo silną grupą wywierającą istotny wpływ na decyzje Parlamentu Europejskiego. Wszyscy już  zrozumieli, że podejmowanie decyzji bez wysłuchania najbardziej zainteresowanej i bardzo już kompetentnej strony społecznej nie bardzo ma sens. Zmiany wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez pacjentów i obywateli potrzebom społecznym i łatwo się wdrażają. Współpraca się wszystkim opłaca. Zwłaszcza lekarzom i świadczeniodawcom bo nadzór społeczny jest w ich interesie. W Polsce dalej decyzje o zdrowiu obywateli podejmuje się arbitralnie bez ich udziału.

I taki to właśnie pakiet kolejkowy i onkologiczny zaprezentował Minister Arłukowicz – bez tego co może najtaniej i najlepiej wskazać kierunki zmian w ochronie zdrowia, a z największym pożytkiem dla administracji publicznej – bez dialogu społecznego i społecznej kontroli. Takie działanie może nie mieć też społecznego poparcia i jego społeczny efekt może nie być widoczny. Jak wszystkie bez wyjątku dotychczasowe działania resortu. Nie ma tam jak widać kultury uczenia się na swoich błędach. Z błędami tak jest że albo się na nich uczymy albo ponosimy ich konsekwencje.

Pan minister w wywiadzie Gazety Wyborczej zachęcał pacjentów do walki o swoje prawa. Prawa pacjenta to nie tylko prawa w relacji z lekarzem czy dyrekcją szpitala. To także prawa w relacji z administracją publiczną. Proszę więc dać dobry przykład Panie Ministrze. Jest dobra okazja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz