19 gru 2013

Polska bez kolejek do lekarzy? Nie prezesa NFZ trzeba było zmienić tylko prawo.

Odwrócona piramida kosztów  w ochronie zdrowia
Premier nakazał Ministrowi Zdrowia skrócenie kolejek w służbie zdrowia. Bo pacjenci są niezadowoleni ze służby zdrowia. A potrzebni są zadowoleni wyborcy podczas kolejnych wyborów. Jak więc z niezadowolonego pacjenta zrobić w trzy miesiące - bo tyle dostał na przygotowanie planu działania min. Arłukowicz - zadowolonego obywatela, który zagłosuje na PO w wyborach parlamentarnych 2015?

Sprawa nie jest łatwa, ale nie znaczy, że to niemożliwe. Można dokonać cudu, pod jednym wszak warunkiem. Po raz pierwszy trzeba by było posłuchać pacjentów. Zadać sobie trud zrozumienia, z czego są oni w istocie niezadowoleni. Z długiego czasu oczekiwania, jak sądzi premier? Czy może z czegoś zupełnie innego? To nie o czas tu chodzi, tylko o pieniądze. To nie kolejki do specjalistów są powodem niezadowolenia pacjentów. I nie do podstawowej opieki zdrowotnej, jak sądzi premier. Od razu widać, że się w tym systemie nie leczy. Powodem niezadowolenia jest dynamicznie rosnąca skala prywatnych dopłat pacjentów do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.  Pisaliśmy o tym niedawno analizując wyniki badania  CBOS z marca 2012 http://cbos.pl/SPISKOM.POL/2012/K_034_12.PDF  Pacjenci już w 70% finansują AOS w Polsce. Płacimy za ambulatoryjną opiekę specjalistyczną już 12,5 mld pln z prywatnych kieszeni. Pokazały to badania Diagnozy Społecznej 2013, a trudno o bardziej wiarygodne dane dotyczące prywatnych wydatków Polaków na zdrowie. http://ce.vizja.pl/en/issues/volume/7/issue/4#art305  NFZ zapłacił za  świadczenia w AOS w 2013 roku tylko 5 mld pln. Można powiedzieć, że NFZ właściwie abdykował z zabezpieczenia pacjentom opieki specjalistycznej. I to jest główne źródło niezadowolenia społecznego.

Tabela 1. Wydatki publiczne i prywatne ma leki oraz opiekę ambulatoryjną w 2012 roku.
Na podstawie Diagnoza społeczna 2013 oraz Sprawozdanie z działalności NFZ 2012.


Czy proponowane jako cudowny lek na wady systemu dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne przełożą się na zadowolenie pacjentów i obywateli z dostępu do świadczeń specjalistycznych? Nie sądzę. Powiększą i tak dużą skalę prywatnych dopłat pacjentów do usług specjalistycznych. Doleją tylko oliwy do ognia. Nie są ani rozwiązaniem rzeczywistego problemu kolejek ani nie przełożą się na wyborczy sukces. Dodatkowe ubezpieczenia są jak perfumowanie stajni, podczas gdy potrzebne jest jej gruntowne sprzątanie.
Co więc mogłoby zmienić w sposób wyraźny postrzeganie służby zdrowia przez pacjentów i obywateli, a więc poprawić przedwyborcze słupki w krótkim czasie? Sprawa z perspektywy pacjentów jest dość prosta i oczywista. Trzeba poszerzyć wąskie gardło w systemie, jakim jest dostęp do ambulatoryjnych  świadczeń specjalistycznych. Szybkim sposobem jest radykalna zmiana proporcji dopłat pacjentów do usług specjalistycznych. Odwrócenie proporcji i stworzenie modelu, w którym większościowe finansowanie AOS pochodzi z budżetu państwa a mniejszościowe z kieszeni pacjentów. A więc istotne zwiększenie finansowania świadczeń w segmencie AOS. I jednocześnie zmuszenie POZ do leczenia pacjentów i rozwiązywania ich problemów zdrowotnych w POZ  a nie odbijanie strumienia pacjentów do specjalistów. Danie POZ większej swobody w zakresie diagnozowania, zniesienie szatańskiego pomysłu, w którym pacjent konkuruje z lekarzem o środki na własne badania diagnostyczne w POZ. Jednym słowem istotne zmniejszenie skali pacjentów kierowanych do AOS przez POZ i jednocześnie zwiększenie dostępności czyli finansowania świadczeń w AOS. Leczenie pacjentów w niższych piętrach systemu opieki zdrowotnej, gdzie jest ono znacznie tańsze. Na razie mamy odmiennie niż w krajach, gdzie szanuje się pieniądze podatników, leczenie na górnym, najdroższym piętrze systemu, w lecznictwie zamkniętym. Pokazuje to obraz stojącej na głowie piramidy wydatków na zdrowie, gdzie połowę wszystkich środków, które mamy na leczenie konsumuje lecznictwo zamknięte i która nie przewraca się tylko dlatego, że podpierają ją wysokie wydatki prywatne pacjentów na ambulatoryjne leczenie specjalistyczne - patrz schemat.
Pytanie skąd wziąć środki na lepsze finansownaie AOS? Trzeba się przyjrzeć dużej skali wydatków na lecznictwo zamknięte. Obejrzeć strukturę wydatków w ramach JGP, gdzie większość pobytów szpitalnych to pobyty 2-3 dniowe, finansowane zwykle tak samo jak hospitalizacje 30 dniowe. To jest efekt leczenia się pacjentów prywatnie, kiedy lekarz specjalista potrzebuje do skutecznej interwencji badań dodatkowych, a w AOS czekałby na nie wieki. Proponuje więc pacjentowi położenie na szybką diagnostykę w szpitalu, po to żeby szybko zrobić nawet tanie i proste badania diagnostyczne.  Trzeba się  zastanowić się nad sensownością finansowania dwudniowych pobytów szpitalnych w ramach tzw. szybkiej diagnostyki, której nie można wykonać w AOS z powodu długich kolejek. Policzyć, ile razy więcej kosztuje nas obywateli ta szybka ścieżka diagnostyczna w szpitalu w porównaniu z taką samą w AOS. Przyjąć zasady rozliczeń, w których po prostu nie opłacają się takie hospitalizacje. a opłaca się sprawne diagnozowanie pacjentów w warunkach ambulatoryjnych.
Warto też przemyśleć niegospodarność hospitalizacji jednodniowych po to, żeby podać pacjentowi lek w programie lekowym, lek który bez dodatkowych kosztów hospitalizacji mogłaby wydać apteka. Ale za to promować hospitalizacje jednodniowe będące szybkimi interwencjami zabiegowymi. Hospitalizacje te stanowią w niektórych systemach opieki zdrowotnej już nawet 50% świadczeń. Pomyśleć, jak skutecznie zlikwidować czy przekwalifikować co trzecie polskie szpitalne łóżko, które jest zbędne. Jak widać przyjęta strategia dokręcania szpitalom śruby finansowej nie przekłada się na zmniejszenie liczby łóżek szpitalnych i nowocześniejszą strukturę świadczeń, w której punkt ciężkości przesuwa się w kierunku zabiegowych procedur jednodniowych. W Polsce mamy za to unikalne i nieznane nigdzie indziej rozwiązanie pobytów dwudniowych, swoistą protezę niewydolności systemu diagnostyki w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej.
Uczciwa próba zmierzenia się z problemem kolejek w AOS według recepty pacjentów dałaby mandat do zaproponowania społeczeństwu rozwiązania współfinansowania opieki specjalistycznej z kieszeni pacjentów. Można byłoby wtedy uczciwie powiedzieć pacjentom: "Uporządkowaliśmy już system organizacji opieki specjalistycznej, zaprzągnęliśmy do leczenia POZ, dofinansowaliśmy AOS, usunęliśmy defekty i nieefektywność w lecznictwie zamkniętym. Więcej nie damy rady zrobić. Teraz wy pacjenci dopłaćcie do świadczeń specjalistycznych np. 10%". Kto wie, czy pacjentom, którzy płacą teraz 70% nie opłacałoby się bardziej zapłacić te 10%. A słupki wyborcze być może by drgnęły. Bo pacjentów jest dużo i nawet mały wzrost zadowolenia dałby widoczny efekt w sondażach.
Czy to się da zrobić? Szczerze wątpię. Zmiana prawa i wyceny świadczeń to zadanie trudniejsze niż zmiana Prezesa NFZ. Trzeba by zadrzeć dla dobra pacjentów z POZ, a tam są związki zawodowe. Oraz ze świadczeniodawcami. Zmusić ich do zmniejszenia liczby łóżek szpitalnych to tak jak do podcięcia gałęzi, na której siedzą. To zbyt trudne. Idę o zakład, że w tej politycznej dyscyplinie wygrają tym razem firmy ubezpieczeniowe lobbujące za dodatkowymi ubezpieczeniami. Bo nie trzeba im nic dawać. A sporo można od nich dostać jak się już będzie na politycznej emeryturze po przegranych wyborach.

Ewa Borek Copyright Fundacja MY Pacjenci, www.mypacjenci.org

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz