30 paź 2013

My pacjenci chcemy się leczyć w Polsce a nie za granicą!




www.mypacjenci.org
Od daty wejścia w życie Dyrektywy o prawach pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej na łamach Gazety Wyborczej spór wiodą wybitni publicyści - Agata Nowakowska i Jacek Żakowski. Problem dotyczy postawy jaką należy zająć wobec Dyrektywy o prawach pacjentów do leczenia za granicą. Rząd dyskredytując Dyrektywę transgraniczną i ograniczając jej implementację w Polsce rzucił mistrzowskie hasło - Jak będziemy wydawać pieniądze na leczenie w zagranicznych lecznicach to zabraknie ich na leczenie w Polsce. Redaktor Nowakowska dała się temu mistrzowskiemu PRowemu chwytowi uwieść. Redaktor Żakowski broni praw pacjentów i obywateli do korzystania z dobrodziejstw integracji z Unią Europejską i leczenia za granicą.

Tymczasem polscy pacjenci o niczym innym nie marzą, jak o tym, żeby się leczyć w Polsce. Nikt z nich nie chce z własnej woli płacić za podróż zagraniczną, pokrywać koszty pobytu i narażać się na barierę językową, płacić za leczenie za granicą, zwłaszcza, że koszy leczenia nie zostaną mu szybko ( i nie wiadomo czy wcale) zwrócone przez NFZ. Polscy pacjenci chcą się leczyć u polskich lekarzy w polskich lecznicach i chcą, żeby pieniądze przeznaczone na ich leczenie pozostały w Polsce. Turystyka medyczna w krajach Unii dotyczy zaledwie 1% obrotów narodowych wydatków na zdrowie. Nie lubimy się leczyć za granicą. Nie mamy wtedy dobrego kontaktu z lekarzem, nie mamy możliwości leczenia powikłań, opieki długoterminowej po zabiegach, szansy na wyjaśnienie wątpliwości po kilku dniach od wizyty. Leczenie za granicą jest zawsze wyrazem silnej determinacji do pokonania barier w dostępie do leczenia, jakie napotykamy w swoim kraju.

Problem polega na tym, że NFZ wprowadził limity świadczeń na leczenie w Polsce a Dyrektywa otwiera leczeniu granice i nie pozwala na żadne limity świadczeń. Mówi pośrednio – na leczenie pacjent nie powinien za długo czekać, krajowe systemy ochrony zdrowia nie powinny budować pacjentom barier w dostępie do leczenia. Tym samym znosi limity na leczenie w Polsce, ale wprowadza także mechanizm współpłacenia za świadczenia, znany w Polsce z dopłat do leków i sanatoriów. Budżet państwa zwraca pacjentowi większość kosztów, pacjent jednak dopłaca bezpośrednio za świadczenie. Znosi limity ale za cenę współpłacenia. Daje pacjentowi a nie płatnikowi swobodę wyboru – jak długo chcę czekać, ile chcę zapłacić. Przede wszystkim daje zdeterminowanym pacjentom możliwość korzystania z opcji tańszego i szybszego leczenia za granicą, jeśli tylko takie istnieje.

To napięcie rządu wokół Dyrektywy i te poszukiwania sprytnej retoryki, żeby zniechęcić nas pacjentów do leczenia za granicą – bo jak wydamy na zagranicznych lekarzy to zabraknie na polskich, mają swoją wieloletnią genezę. To wynik wielu lat unikania otwartego zakomunikowania społeczeństwu, że tych świadczeń za darmo, które mamy w koszyku nie da się sfinansować za te pieniądze publiczne, które na to mamy w budżecie. I tu ma rację Pani Redaktor, punktując roszczeniową postawę nas obywateli. Nie lubimy płacić za leczenie, bo powinno być darmowe. Ale też wina leży po stronie rządu uprawiającego politykę doing nothing w zdrowiu, politykę unikania reform, bo ta gwarantuje najdłuższe trwanie w polityce.

Chcę przypomnieć, że podczas Białego Szczytu w 2008 roku, który był ostatnim forum dialogu społecznego na temat ochrony zdrowia w Polsce, strony lekarzy, pracodawców, pielęgniarek, pacjentów, farmaceutów i administracji rządowej ustaliły nie bez trudu consensus, z którego wynikała zgoda wszystkich stron na dofinansowanie koszyka świadczeń z trzech dodatkowych źródeł – współpłacenia pacjentów, uporządkowania niesprawiedliwości społecznej związanej ze składkami zdrowotnymi rolników i dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Czwartą opcją jest wzrost składki na zdrowie, ale on podnosi koszty pracy, o których pisali polemizujący publicysci. Na zakończenie obrad Białego Szczytu  wystąpił Premier Tusk i jednym ruchem zburzył dorobek tego dialogu społecznego oświadczając,  że administracja publiczna nie będzie realizowała tych społecznych uzgodnień.

W Europie rekomendacje z obrad takiego gremium jak  Biały Szczyt byłyby dla administracji publicznej wytycznymi do dalszych działań praktycznych. W Polsce stało się inaczej. Na kilka lat zakonserwowano obecny system, w którym wszystko w zdrowiu należy się za darmo i hodowano brak równowagi między koszykiem i jego finansowaniem z budżetu. Brak równowagi doprowadził kryzysowej sytuacji związanej ze zgonami dzieci na wiosnę tego roku i do nerwowej atmosfery wokół implementacji Dyrektywy jesienią.

Tak już jakoś my Polacy mamy, że zdrowie jest dla nas najważniejszą wartością, ale nie na tyle ważną, żeby za nią płacić. Będziemy szukać „dojść” do lekarza, kombinować jak się da, żeby skorzystać z publicznej służby zdrowia i nie płacić 100% za usługę prywatną. Dyrektywa pokazuje nam  trzecią drogę – nie trzeba już z czekać, żeby nic nie zapłacić, nie trzeba zapłacić 100%, żeby nie musieć czekać – MOŻNA NIE CZEKAC I ZAPŁACIĆ TROCHĘ , np. 10%. I ta opcja dla pacjenta myślącego kieszenią jest najciekawsza, bo to zawsze mniej niż 100% w prywatnej służbie zdrowia. Tą właśnie trzecią opcję daje Dyrektywa, ale żeby z niej skorzystać trzeba wyjechać za granicę.

Można było uporządkować KRUS, wprowadzić współpłacenie albo dodatkowe ubezpieczenia już 5lat temu. Nie doszłoby do takiego kryzysu w opiece zdrowotnej jaki mamy teraz, który Dyrektywa tylko pogłębi. Trzeba przyznać racje red. Żakowskiemu, który broni praw pacjentów. Trzeba przyznać też rację red. Nowakowskiej, która broni interesu społecznego, żeby na zdrowie nie wydawać tylko publicznych środków i zwiększyć czy usankcjonować udział pacjentów w wydatkach na świadczenia. Nie ma powodu do waśni. W zdrowiu jest tyle konfliktów, ze ten kolejny  jest zbędny. Potrzebna jest zgoda i spokój i wspólne działanie zachęcające administrację do odważnego i odpowiedzialnego podejmowania reform systemowych.

Będzie dobrze, jeśli Dyrektywa uruchomi ogólnonarodową dyskusję, co dalej z naszym zdrowiem. To rozwiązanie, które proponuje Dyrektywa czyli współpłacenie nie jest złym rozwiązaniem dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Nie jest to wynik działania żadnej grupy nacisku, których w zdrowiu jest dużo. To wyjście naprzeciw potrzebom pacjentów. A w jakim kierunku powinny pójść zmiany systemowe – warto również zapytać pacjentów. Inaczej wszelkie debaty i polemiki publicystów czy polityków będą przypominały dyskusję o tym, ile zębów ma koń bez oglądania konia.

 

Ewa Borek

Prezes Fundacji MY Pacjenci

www.mypacjenci.org

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz