24 paź 2013

Europa rządów czy obywateli – dyrektywa transgraniczna.


Implementacja Dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej pokazuje jak na dłoni, czym dla administracji publicznej w Polsce jest integracja z Unią Europejską. Jest sporym problemem, chociaż nikt się do tego otwarcie w pozornie prounijnym rządzie nie przyzna.
 
Wiele osób pamięta jeszcze czasy, gdy nawet nie śniło nam się o Unii. Wyjazd za granicę był okupiony czekaniem w kolejkach po wizy, potem czekaniem w kolejkach na granicy. Polacy nie mogli po Europie podróżować, nie wspominając nawet o uczeniu się czy pracy. Teraz pomnikiem tych wspomnień są stare przejścia graniczne, już tylko okazja do opowiadania dzieciom, jak to było w zeszłej epoce. Podróżujemy do Europy bez wiz, bez granic, kilka  milionów Polaków pracuje za granicą, studenci w ramach programu Erasmus mogą za granicą studiować. Unia Europejska przestała być projektem rządów czy elit i stała się Unią Obywateli. Polubiliśmy Unię za tą swobodę, za to, że spadają stawki roamingowe za połączenia komórkowe, za to, że zasila nas funduszami unijnymi, daje pracę, szkoli, rozwija, buduje. Polska ewidentnie na wejściu do Unii nie traci.
 
Unia nie interesuje się krajowymi systemami ochrony zdrowia i z zasady w nie nie ingeruje. Dlatego ten obszar, niewymuszony wdrażaniem unijnych standardów jest zależny od działań krajowej administracji publicznej. Ingerencja Unii w zdrowie ograniczyła się jedynie do uregulowania leczenia obywateli  w krajach Unii. Respektując zasadę swobodnego przepływu usług Unia wdraża 25 października 2013 Dyrektywę o transgranicznej opiece zdrowotnej, która daje obywatelom swobodę w zakresie wyboru miejsca leczenia w obrębie Unii a państwom członkowskim nakazuje zwrot poniesionych przez obywateli kosztów leczenia do wysokości, w jakiej za daną usługę płaci płatnik w danym kraju. Unia mówi więc – „ leczcie się pacjenci, gdzie chcecie i niech wasz NFZ zwróci wam tyle, ile płaci krajowym świadczeniodawcom. Resztę musicie dopłacić sami”. Tak więc do swobody podróżowania, pracy, studiowania Unia dała nam obywatelom prawo do wyboru miejsca leczenia.
 
Dla polskich pacjentów to bardzo ważne prawo. W swoim kraju mają ograniczony dostęp do leczenia w publicznej służbie zdrowia. Żeby leczyć się w prywatnej muszą płacić 100% za usługę. Unia daje im prawo do leczenia za granicą i nakazuje płatnikowi zapłacić za to leczenie część kosztów. Wprowadza więc w Polsce współpłacenie za usługi medyczne – trochę płaci pacjent, większość pokrywa budżet państwa. Dla polskich pacjentów to wspaniały prezent. Przestaje działać zasada „czekasz i nie płacisz albo nie czekasz i płacisz 100%”. Pojawia się opcja „nie czekasz i płacisz trochę”. To trochę to zawsze  mniej niż 100%. To dla kieszeni pacjentów dobra wiadomość.  Unia Europejska stała się w związku z Dyrektywą unią obywateli i unią pacjentów. To kolejny ważny i duży krok do integracji, do tego, żebyśmy także jako pacjenci nie musieli się czuć w Unii ubogimi krewnymi i mogli się poczuć obywatelami Europy.
 
Co w sprawie implementacji Dyrektywy planuje polski rząd? Polski rząd w obawie przed wzrostem wydatków z budżetu niechętnie pozwala pacjentom decydować o swobodzie leczenia za granicą. Nie wdrożył jeszcze aktów wykonawczych Dyrektywy, zakładając mylnie, że jak ich nie będzie to Dyrektywa też nie będzie w Polsce działać. Na wypowiedzenie się w konsultacjach społecznych tych aktów wykonawczych, w tej ważnej społecznie sprawie dał pacjentom i obywatelom 7 dni. Planuje  ograniczyć pacjentom swobodę wyboru miejsca leczenia za granicą wynikającą z Dyrektywy transgranicznej. Zapowiada dla wielu procedur konieczność uzyskania zgody Prezesa NFZ  na leczenie za granicą, tak jak to jest wymagane obecnie. Zwrot kosztów leczenia za granicą uzależnia od przedstawienia przez pacjenta wymaganych w Polsce skierowań, zaświadczeń, zleceń.  Wprowadza limity na wypłaty zwrotu kosztów leczenia za granicą do 2022 roku, jak to dotyczy obecnie świadczeniodawców w Polsce. Nie wyda na zwrot kosztów leczenia Polaków za granicą więcej niż 1 mld pln w 2014 roku. Przy tak restrykcyjnych warunkach zwrotu kosztów leczenia przez NFZ mało komu uda się tym urzędniczym barierom formalnym sprostać. Raczej nie dojdzie do integracji z Unią na poziomie zdrowia, nie będzie Europy pacjentów i obywateli. My polscy pacjenci nie będziemy pacjentami Europy.
 
Polski prounijny rząd w tym działaniu pokazuje, że pozwoli nam obywatelom wejść do unii tylko wtedy, gdy mu się to opłaca. Gdy mu się nie opłaca, a w zdrowiu najprawdopodobniej się nie opłaca - integracji nie będzie. Pomimo faktu, że jesteśmy największym beneficjentem Unii i dotacje na ochronę zdrowia przekroczyły w ostatnich latach  2 mld euro i płyną nadal - nie będzie dla Polaków swobody leczenia za granicą.
 
Polskiej służbie zdrowia ta integracja nogami pacjentów bardzo by się przydała. Pacjenci lecząc się za granicą poznaliby nieznane im dotychczas pojęcie jakości, skuteczności leczenia i dostępu do informacji w ochronie zdrowia. Wpłynęło by trochę świeżego powietrza do polskiego dusznego systemu i może zaczęłaby się ochrona zdrowia jako ostatnia nieurynkowiona dziedzina gospodarki podnosić z ostatnich pozycji w europejskich rankingach dotyczących opieki zdrowotnej.
 
Chciałoby się powiedzieć cytując klasyka – Panowie, nie idźcie tą drogą. Nie róbcie wstydu, znajdźcie pieniądze na leczenie Polaków za granicą. I tak mało z nich pojedzie, bo wielu nie zna języka obcego albo nie ma środków na podróż. Ale może ci najbardziej zdeterminowani stanem zdrowia dostaną za granicą pomoc, jakiej nie mogą dostać w Polsce. Może komuś Unia uratuje zdrowie albo życie. Nie idźcie drogą ograniczania praw pacjentów. Znajdźcie pieniądze na to, żeby polscy pacjenci nie musieli być ubogimi krewnymi w europejskich lecznicach. Nie decydujcie za Kowalskiego gdzie ma wydawać swoje pieniądze na leczenie. Nie traktujcie Unii intencjonalnie - jak nam się opłaca, to wchodzimy, a jak nam się nie opłaca to wychodzimy. Jako politycy sami korzystacie z Unii, robicie w niej kariery, pozwólcie zwykłym ludziom też z Unii skorzystać.
 
Ograniczając implementację Dyrektywy transgranicznej polska administracja publiczna pokazuje obywatelom i pacjentom gdzie jest ich miejsce. W polskiej kolejce do lekarza albo w prywatnym gabinecie. Na pewno nie w Europie. Doczekaliśmy czasów, w których te same  prounijne rządy, które dążyły do zjednoczenia Polski z Unią teraz  blokują integrację z Unią swoim obywatelom. To nie jest Europa obywateli. Projekt Europa jest w ochronie zdrowia zarezerwowany wyłącznie dla rządów.
 
 
Ewa Borek
Prawa autorskie Fundacja MY Pacjenci

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz