28 cze 2013

SKIEROWAŁ MNIE DO PANA DR GOOGLE, DOKTORZE.

Im trudniej jest nam się dostać do lekarza tym w większym stopniu jesteśmy skłonni szukać pomocy w sprawach zdrowia w Internecie. Okazuje się, że 52% z nas pacjentów podjęło próbę leczenia siebie lub naszych bliskich na podstawie informacji uzyskanych w internecie, bez konsultacji z lekarzem czy farmaceutą. Co więcej, 92% z tych osób uznało, że leczenie to okazało się skuteczne. Takie wyniki badań podała pracownia ARC Rynek i Opinie, jako wyniki analiz Internet leczy skutecznie. Co one oznaczają w praktyce?

Oznaczają tyle, że połowa z nas leczy się już u Doktora Google. A prawie wszyscy pacjenci tego doktora są z jego usług zadowoleni. Wyniki dają do myślenia. Gdybym była lekarzem prowadzącym prywatną praktykę zadrżałabym. No bo staje się jasne, że to już nie inny lekarz prowadzący za rogiem podobną praktykę lekarska jest moim głównym konkurentem. Połowę pacjentów podbiera mi dr Google. Wątpię, żeby przeciętny prowadzący swoją praktykę lekarz miał aż 92% zadowolonych pacjentów. Nie widać tego na typowych portalach z ocenami lekarzy takimi jak znany lekarz.pl czy dobry lekarz.pl . Pacjenci lubią doktora Google.

Dr Google ma wiele przewag nad tradycyjnym lekarzem. Po pierwsze nie trzeba czekać do niego w kolejce, nie trzeba mieć skierowania, nie trzeba się zapisywać. To ma znaczenie w kraju, gdzie po numerek do lekarza POZ trzeba stać w kolejce od wczesnych godzin rannych a do specjalisty czeka się miesiącami. Po drugie dr Google jest tani, a nawet pracuje za darmo. To ma znaczenie w kraju, gdzie 1/3 wydatków na zdrowie pochodzi z kieszeni prywatnych. Dr Google jest też wszechstronny, powie nam coś o wszystkim, z czym się do niego zwrócimy. Zachowa też poufność, możemy mu zadawać najbardziej intymne pytania.

Tyle zalet. Dr Google ma też swoje wady. Jest powierzchowny, trudno ocenić jego wiarygodność. Może nam pomóc w sprawach banalnych, ale jak trzeba pacjenta zbadać, wystawić skierowanie na badanie , wypisać receptę - jest już bezradny. Nie zrobi nam też operacji. No coż, ma swoje ograniczenia.

A jak to jest z jego wiarygodnością? Tak jak dostęp do informacji był głównym problemem czasów przed erą internetu, tak w erze internetu głównym problemem stała się wiarygodność łatwo dostępnych informacji. Tego oczywiście nikt nie wie, choć wiele osób próbuje to zbadać. Wg danych IPSOS 2011 ponad 50% internautów w wieku do 40 tat  uznaje internet za wiarygodne źródło informacji na temat zdrowia. Poczucie zaufania do informacji pochodzących z internetu spada po 40 roku życia. Im jesteśmy starsi tym mamy do tego źródła informacji coraz mniejsze zaufanie.
 
Ciekawe badania na temat korztstania z internetu przez lekarzy zrobiła GFK Polonia. Okazuje się, że nie tylko pacjeni szukają informacji na temat zdrowia w Internecie. Robi to także 80% lekarzy. Lekarze szukają głównie informacji merytorycznych, opisów przypadków i korzystają z wyszukiwarek leków. Lekarze szukający informacji dla celów zawodowych bynajmniej nie korzystają z typowo naukowych medycznych baz wiedzy jak np. Medline. Lekarze głównie korzystają z Google, podobnie jak pacjenci. Medline jest zarezerwowany dla wąskiej grupy lekarzy - naukowców. Przeciętny lekarz klinicysta wiedzę więc czerpie z tych samych źródeł co pacjenci. To nie pomaga to w odbudowie autorytetu lekarzy, skoro ich wiedza staje się wiedzą ogólnodostępną.

Czy doktor Google może nam zaszkodzić? Nie znalazłam w internecie wpisów "dr Google zabił pacjenta". Za to jest dużo wpisów "dr Google uratował mi życie". Zwłaszcza pacjenci z chorobami rzadkimi wskazują na internet jako źródło samodzielnie postawionego rozpoznania. Tacy pacjenci zwykle długo poszukują pomocy, odwiedzają wielu specjalistów i nie otrzymują skutecznej pomocy. To sprawia, że rozpoczynają własne studia   materiałów dostępnych w internecie. To często prowadzi do prawidłowego rozpoznania. Znane są historie pacjentów, którzy zakomunikowali lekarzowi "Panie doktorze, już wiem co mi jest". A lekarz potwierdza diagnozę i zaczyna prawidłowe leczenie. W końcu nikt tak dobrze nie zna naszej choroby jak my sami.

Musimy się oswoić z nowym zjawiskiem dra Google wszyscy - pacjenci i lekarze. W naszym systemie ochrony zdrowia, z jego kolejkami, limitami i uznaniowością dr Google spadł nam z nieba. Rozwiązuje wiele problemów związanych z ograniczonym dostępem do lekarzy i do leczenia. Pacjenci próbują radzić sobie sami w prostszych sprawach zdrowotnych a do lekarza trafiają przypadki którym dr Google nie jest w stanie pomóc. Taki stan wyższej konieczności zmusza pacjentów do edukacji zdrowotnej, którą jest właśnie dr Google. Walczyć z tym zjawiskiem nie sposób więc trzeba je zaakceptować. Postawa pacjentów - ekspertów  zmusi do zmiany postawy samych lekarzy. Powinni zacząć uczyć się traktować pacjentów tak jak kiedyś traktowali swoich kolegów po fachu, którzy przychodzili do nich po koleżeńską poradę.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz