21 maj 2013

Minister Neumann ma dobrą wiadomość dla przemysłu ale kiepską dla pacjentów – nie mają szans wobec innych grup nacisku w ochronie zdrowia.


Ministerstwo opublikowało projekt założeń do zmiany Ustawy Refundacyjnej tuż przed długim polskim weekendem i dało stronie społecznej 14 dni na tzw. konsultacje społeczne. Ledwo krótki termin tych konsultacji minął, a Ministerstwo Zdrowia niczym królika z kapelusza wyciągnęło gotowy poselski projekt ustawy, w którym nawet nie było nawet szans zawrzeć uwagi dopiero co zgłoszone przez stronę społeczną. Projekt poselski, z tego co podają media, dotyczy tylko tego co dla Ministerstwa i przemysłu najważniejsze – korekty niezbyt mądrego zapisu w ustawie refundacyjnej, który zmusza biznes do aplikowania co 2 lata o przedłużenie refundacji leków obecnych w obwieszczeniach i ponoszenia sporych kosztów administracyjnych tego aplikowania oraz przedkładania drogich analiz farmakoekonicznych. Całość procesu to dla jednego leku ok. 300.000 pln, z czego same koszty administracyjne wpłacane przez firmy za jeden lek na konto Ministerstwa to kwota prawie 100.000 pln za złożenie jednego wniosku i analizę weryfikacyją AOTM. Firmy uznały, że to absurdalny przepis i zawalczyły o jego zlikwidowanie w nowelizacji.

W ustawie jest więcej absurdalnych zapisów – a to na przykład, że do systemu refundacji można wprowadzić lek tylko „na wniosek” producenta a nie można „z urzędu” czyli na wniosek Ministra Zdrowia. Dużo tanich leków nie może się  przebić do systemu refundacji, ponieważ producentom nie opłaca się ponoszenie wysokich wyżej wymienionych kosztów administracyjnych ani tych związanych z przygotowaniem drogich analiz HTA. Wniosków firmy nie składają, leki nie są refundowane, pacjenci płacą więcej. Bo producent nie złożył wniosku – wyjaśnia Ministerstwo Zdrowia. W ramach tych zbędnych konsultacji społecznych pacjenci zwrócili Ministrowi uwagę, że polskie państwo powinno być stać na sprostanie wymogom administracyjnym refundacji leków, których refundacji nie chce producent. Że brak ścieżki „z urzędu” to zagrożenie dla zdrowia publicznego, bo tanie leki ratujące życie mogą nie znaleźć się w systemie refundacji z powodu zbyt wysokich kosztów administracyjnych tego procesu. Uwagi pacjentów nie zostały wzięte pod uwagę, za to przebił się skutecznie ze swoimi potrzebami przemysł.

Nie przebił się też postulat pacjentów zrobienia czegoś z rosnącymi z różnych przyczyn wydatkami pacjentów na leki refundowane i z ograniczoną dostępnością leków refundowanych również z rożnych przyczyn. I to pomimo deklarowanych w pierwszych słowach założeń do nowelizacji celów wprowadzania zmian – żeby leki były tańsze i bardziej dostępne dla pacjentów. Pan Minister miał dobrą wiadomość dla przemysłu ale kiepską dla pacjentów – nie mają żadnych szans przebić się do ministerialnej agendy przez rzesze ważniejszych grup nacisku. I nie chodzi tu wcale o to, żeby wskazując mechanizmy skutecznego lobbingu zaszkodzić przemysłowi. Interesy pacjentów i przemysłu są często zbieżne – obie strony aplikują przecież o ogrniczone środki na refundację.

Polityka lekowa to zaledwie 15% wydatków państwa na zdrowie. Strach myśleć, co będzie, jak pacjenci nie będą mogli się przebić przez lobbing prywatnych firm ubezpieczeniowych wobec zapowiadanego wprowadzenia prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Pacjenci z trudem nadążają za kreatywnością Ministerstwa w proponowaniu zmian systemowych. Dopiero co zdążyli się wypowiedzieć w sprawie decentralizacji NFZ, a już temat jest nieaktualny i kierunek zmian wyznaczyło teraz ograniczenie koszyka świadczeń i wprowadzenie prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. To dopiero będzie prawdziwa kiepska wiadomość i to już nie tylko dla pacjentów,  ale dla wszystkich obywateli a zwłaszcza  dla ich kieszeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz