2 mar 2013

To już jest koniec...



Po raz kolejny media doniosły o nieszczęściu jakie dokonało się w ochronie zdrowia. Pogotowie odmówiło przyjazdu do gorączkującego do 40 stopni, wymiotującego i mającego drgawki dziecka. Rodzice zostali zbyci i skierowani do nocnej pomocy lekarskiej, która także ich zbyła. Dziecko trafiło na OIOM w stanie agonalnym i tam zmarło. Kilka tygodni wcześniej odmówiono cesarskiego cięcia rodzącej z ciążą mnogą, wskutek czego jedno z dzieci urodziło się z niedotlenieniem. Jeszcze wcześniej zmarł chłopiec z nierozpoznaną białaczką, który chory błąkał się po systemie i któremu nie wykonano na czas podstawowego badania krwi. Bardzo trudno jest pisać o tych nieszczęściach, ponieważ dotknęły one dzieci. Dzieci były do tej pory oszczędzane przez system. Te ostatnie zdarzenia świadczą o tym, że system przestał już chronić nawet dzieci. Śmierć tej dziewczynki jest dla mnie symboliczną agonią systemu ochrony zdrowia, ostatniego dysfunkcyjnego systemu w naszym kraju. Na ten system nie możemy jako obywatele już liczyć.

Prokuratura wskaże bezpośrednich winnych tych zaniedbań – dyspozytorów, lekarzy, dyrektorów szpitali. To słusznie, ale to nie wszystko. Prokuratura nie powiąże tych zdarzeń w logiczny ciąg przyczyn i skutków i nie wskaże jednego winnego tych trzech i wszystkich innych nieszczęść. Dla mnie jest jasne, że zawinili nie tylko ludzie ale także system, który stworzył im do tego warunki. W dysfunkcyjnym systemie istnieje przyzwolenie na to, żeby ludzie budowali bariery ograniczające pacjentom dostęp do leczenia.

Dla systemu pacjent jest problemem. Pacjent dobijający się do szpitala, w warunkach niedoszacowania wyceny świadczeń, narastającego długu szpitali, które histerycznie starają się utrzymać dodatni bilans finansowy, ponieważ grożą im przekształcenia własnościowe, jest dla szpitala problemem pogłębiającym jego finansowe problemy. Szpital broni się przed pacjentem, odsyła do innego szpitala, do nocnej pomocy lekarskiej, do prywatnego lekarza, do diabła. System buduje bariery chroniące go przed naporem pacjentów w warunkach właściwie finansowego bankructwa. To co się stało z dziećmi jest skutkiem istnienia  tych barier. To zasługa niereformowania systemu od lat, nienaprawiania jego defektów, niepodejmowania żadnych działań zwiększających rolę  pacjenta tylko konserwowania staus quo z zeszłej epoki. Kto ponosi za to odpowiedzialność? Płakać się chce, bo przecież  urzędnicy nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje które podejmują, wiec jak ich ukarać za decyzje których nie podjęli, za wieloletnie zaniechania?

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która łączy te trzy nieszczęścia. Dotknęły one dzieci i ich rodziców – ludzi młodych. Starsi pacjenci lepiej znają system, sprawniej potrafią się po nim poruszać, gdzie trzeba potrafią postraszyć, gdzie trzeba potrafią się wykłócić, gdzie trzeba wykorzystać uznaniowość. Młodzi ludzie systemu nie znają. Korzystają z niego incydentalnie. Oczekują od niego tego samego czego oczekują od innych systemów w państwie takich jak np. edukacja czy komunikacja – profesjonalizmu, jakości, estetyki, higieny, informacji, odpowiedzialności, niezawodności. Oni po prostu nie wiedzą, że ochrona zdrowia jest ostatnim reliktem przeszłości, gdzie nie ma rynku, konkurencji gdzie funkcjonuje substandard,  nie ocenia się jakości,  nie pyta pacjenta o jakość życia,  nie informuje tylko zbywa i odsyła. Po co zmieniać, jak popyt na usługi jest tak duży, że nawet najgorszy szpital ma kolejki i od pacjentów musi się opędzać. Młodzi ludzie po prostu nie wiedzą, że tak jest i dlatego są najbardziej wobec systemu bezbronni. Jaką trzeba mieć wiedzę i asertywność, żeby przebić się przez odmowę dyspozytora pogotowia który odmawia wysłania do dziecka karetki i kieruje dziecko w stanie zagrożenia życia do nocnej pomocy lekarskiej. To jest ten klasyczny znany pacjentom PING PONG pacjentem. To tak jakby straż pożarna odmówiła przyjazdu do pożaru. Albo policja odmówiła przyjazdu do wypadku. Jak to się dzieje, że nigdzie to już nie przejdzie a w ochronie zdrowia cały czas się przytrafia. Bardzo żałuję, że ci młodzi ludzie dowiadują się o tym braku opieki państwa nad zdrowiem ich dzieci w tak bolesny dla siebie sposób.

Z drugiej strony martwię się o innych młodych ludzi, którzy żyją w nieświadomości problemu a mają dzieci. Nie mogą liczyć na sprawną godną zaufania, wysokiej jakości opiekę zdrowotną. Dla nas pacjentów i obywateli to co się dzieje to sygnał, że służba zdrowia przestała spełniać swoje funkcje i trudno mówić, że nasze zdrowie i zdrowie naszych dzieci jest dziś w tych warunkach bezpieczne.

Nie dziwię się, że Jurek Owsiak odmówił dalszego wspierania takiego systemu. On przyczynił się do tego, finansując opiekę nad dziećmi, że agonia systemu w pediatrii trwała dłużej niż w leczeniu dorosłych. Idę o zakład, że w szpitalu, który nie przyjął dziecka był sprzęt ratujący życie oOrkiestry. Jaki sens ma finansowanie tego sprzętu w systemie który tworzy  mechanizmy, które nie dopuszczają do niego pacjentów.  Gdyby nie  wsparcie Orkiestry, która tworzyła boczne wsparcie chwiejącego się systemu pewnie runąłby on wcześniej. Bez wsparcia Orkiestry runie na pewno.

2 komentarze:

  1. Piękny tekst, dzękuję Autorowi. Z jedna uwagą. Starsi ludzie umierają w milczeniu, niezauważeni. Ów system dla nas wiekowych osób już dawno przekroczył próg krytyczny. Tylko gazety o tym na ogół nie piszą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, prawda, nad nieszczęściem starszego człowieka media sie nie pochyla tak łatwo. Dlatego organizacje pacjenckie, które znają problem głównie osób starszych pacjentów powinny włączyć się w ten dialog teraz i mówic o tym głośno. Jakoś nie widzę, żeby się to działo.

    OdpowiedzUsuń