17 lut 2013

Monopol NFZ na leczenie w kraju i za granicą czyli nowy berliński mur

Polska służba zdrowia ma charakter  sezonowy. My pacjenci dobrze wiemy, że w listopadzie i grudniu należy powstrzymać się od wszelkich chorób. Co roku cyklicznie nasza służba zdrowia przeżywa wtedy kryzys, kończą się w NFZ pieniądze, szpitalom kończą się kontrakty. Na pomoc mogą liczyć tylko Ci z nas, którzy trafią do szpitala w stanie zagrożenia życia. Tych szpital musi ratować. Ci ze stanem zagrożenia zdrowia są odsyłani. Ten kto przeżyje do stycznia, kiedy odblokowują się konta NFZ i zaczynają kontrakty na nowy rok, ten żyć będzie. Jednym słowem, w listopadzie i grudniu nie ma co liczyć na leczenie w Polsce.
Pewną nadzieję dawała nam pacjentom unijna Dyrektywa o prawach pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej przyjęta w Unii w marcu 2011. Ma ona zostać implementowana we wszystkich krajach członkowskich w tym także w Polsce do 25 października 2013 roku. Dyrektywa daje wszystkim obywatelom Unii Europejskiej takie same prawa do leczenia za granicą, w świetle których narodowy ubezpieczyciel (u nas NFZ) zwraca pacjentom koszty leczenia za granicą do poziomu, jaki za daną procedurę medyczną płaci świadczeniodawcom w kraju. Trochę pewnie dopłacimy, a przecież i tak pod koniec roku musimy się leczyć prywatnie pokrywając 100% kosztów leczenia, więc wyjdzie na to samo. Super, może choć w 2013 kryzys końca roku w polskiej służbie zdrowia przeżyjemy lecząc się za granicą i odbierając z NFZ część naszych wydatków na to leczenie.
Nic bardziej złudnego. Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło właśnie proces implementacji Dyrektywy nazywanej też dyrektywą Pacjenci bez granic. Opublikowane założenia do ustawy wdrażającej unijną dyrektywę odzierają nas pacjentów ze złudzeń, że uda nam się uciec przed monopolem jedynego obowiązkowego ubezpieczyciela i płatnika, jakim jest NFZ. Nie mamy szans. Ministerstwo w projekcie już zapowiedziało, że:
- nie mamy co liczyć, że będziemy mogli pojechać za granicę na leczenie szpitalne. Najwyżej możemy pojechać na badania, wizyty czy zabiegi, które  nie wymagają pobytu w szpitalu przez 1 noc. Na dłuższe pobyty musimy tak jak obecnie występować do prezesa NFZ po zgodę na leczenie za granicą.
- nie mamy co liczyć, że wyjedziemy za granicę na badania czy zabiegi wymagające zastosowania wysokospecjalistycznej i kosztownej infrastruktury. Przy czym może się okazać, że zwykły aparat do USG zostanie w sposób uznaniowy za taką infrastrukturę uznany.
- nie pojedziemy leczyć się za granicę lekami objętymi w Polsce programami lekowymi. Te leki nawet podawane w trybie ambulatoryjnym są traktowane jako część świadczenia gwarantowanego, polegającego na udziale w programie lekowym i będą dla nas dostępne jedynie w Polsce.
- będziemy musieli lecząc się za granicą posiadać wszystkie wymagane przez naszego rodzimego płatnika monopolistę zaświadczenia, skierowania, recepty czy zlecenia, jeśli nawet nie są one potrzebne w systemie ochrony zdrowia, w którym będziemy się leczyć za granicą.
- Minister Zdrowia określi szczegółowy wykaz świadczeń, których refundowanie będzie wymagało uzyskania uprzedniej zgody Prezesa NFZ. Możemy się domyślać, że wykaz tych świadczeń na które będzie potrzebna zgoda Prezesa NFZ będzie dokładnie odzwierciedlał zawartość obecnego koszyka świadczeń gwarantowanych, tak żeby żadne świadczenie nie wymknęło się spod kontroli NFZ i żeby nie zaczęli polscy pacjenci leczyć się za granicą.
- nie wyjedziemy leczyć się za granicą, jeśli Prezes NFZ uzna, że możemy leczyć się w kraju.
Założenia implementacji Dyrektywy już dają sygnał, że jako pacjenci nie poszalejemy sobie z tym zagranicznym leczeniem. Monopol NFZ do leczenia nas polskich pacjentów i polskich obywtateli rozciąga się nie tylko w Polsce, ale sięga również za granicę. Mamy czekać w kolejkach do naszych polskich szpitali, do naszych polskich lekarzy i korzystać z usług naszego polskiego płatnika.  Nie powinniśmy nawet myśleć o zdradzeniu monopolisty na rzecz jakiś zachodnich szpitali, lekarzy czy płatników. Mamy być jako pacjenci dostępni dla naszej publicznej służby zdrowia, nawet w typowych dla niej sezonowych listopadowych i grudniowych zapaściach. Mamy być i czekać kilka miesięcy albo lat na wizytę czy zabieg. Jak trzeba to nawet poświęcić dla niej zdrowie lub życie. Nam pacjentom jednak nie za bradzo się takie "umieranie za ojczyznę" podoba.

Taka implementacja Dyrektywy nic nie zmienia w naszych dotychczasowych prawach do leczenia za granicą. Tak jak dotychczas, żeby móc się leczyć za granicą będziemy musieli prosić o zgodę Prezesa NFZ. To jest istotne ograniczenie naszych praw obywatelskich w porównaniu do praw jakie będą mieli pacjenci innych krajów UE, które wdrożą dyrektywę bez ograniczania praw własnym obywatelom. Możemy za granicą wypoczywać, możemy się uczyć a dlaczego nie wolno nam się za granicą leczyć?  Być może nie skorzystamy z tego prawa do leczenia za granicą, ale chcemy mieć jako obywatele wybór. Dlaczego mamy mieć mniejsze prawa niż obywatele innych unijnych krajów, przyjeżdzający do Polski na leczenie i cieszący się pełnią przysługujących im praw z tytułu europejskiego obywatelstwa? Nie powinniśmy się na to godzić. Tak jak w przypadku protestu ACTA trzeba powiedzieć NIE! Chcemy mieć takie same prawa do leczenia za granicą i prawo wyboru jak inni pacjenci w Unii. Nie zgadzamy się,  żeby rząd te prawa nam pacjentom i obywatelom ograniczał.  To jesteśmy w końcu obywatelami tej Unii czy nie? Jesteśmy w Unii ale jakby jedną nogą - w polityce rolnej, w gospodarce, infrastrukturze jesteśmy w Unii, ale w zdrowiu mamy pozostać poza Unią.


WIĘCEJ CZYTAJ NA www.1czerwca.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz