12 sty 2013

Doktor G jest niewątpliwie ofiarą, pytanie tylko czego?

Rys. Krzysztof K. Karnkowski
dla 
Fundacji MY pacjenci

Czy doktor G jest ofiarą CBA? IV Rzeczpospolitej? a może Zbigniewa Ziobry? Nie mam wątpliwości, że jest czegoś ofiarą, bo poniósł wielką karę. Tylko to coś nie ma wiele wspólnego z polityką. Doktor G jest moim zdaniem ofiarą systemu ochrony zdrowia i jego wytworem zarazem. Systemu, który każe pacjentom czekać w kolejkach, systemu, który daje ordynatorom władzę przyjęcia lub nie do szpitala poza kolejnością, podejmowania decyzji o operowaniu lub nieoperowaniu, właściwie podejmowania decyzji o życiu lub śmierci. Gdyby nie było kolejek i każdy pacjent, który potrzebowałby specjalistycznego kardiochirurgicznego leczenia mógłby je łatwo dostać, nie urósł by doktor G do roli Boga w swoim medycznym mikro świecie. Nikt by do niego nie przychodził o coś go prosić, za coś mu dziękować i nikomu by do głowy nie przyszło, że trzeba mu zostawiać tzw. dowody wdzięczności. Pacjent miałby wskazania do interwencji kardiochirurgicznej, dostawałby ją i machał lekarzowi na pożegnanie. Gdyby nie było kolejek i barier w dostępie do specjalistycznej pomocy medycznej, dr G nie miałby tej władzy - pacjenci nie próbowaliby znaleźć przez niego dojść do dóbr o ograniczonym dostępie i potem nie musieli by mu się za te dojścia odwdzięczać.
Z tej perspektywy doktor G jest taką samą ofiarą systemu jak pacjenci, którzy na różne sposoby próbują pokonać bariery jego niedostępności. W tym procesie przegrali wszyscy - dr G, pacjenci, szpital, transplantologia, zaufanie do lekarzy, zaufanie do władzy. Jest tylko jeden wygrany - system i jego wieloletnie niezawodne  status quo - kolejki, znajomości, uznaniowość i ograniczenia dostępu do świadczeń. Dobrze, że sprawiedliwy i odważny sędzia Tuleya wskazał na nadużycia władzy, do których doszło w związku z procesem doktora G. Osobiście żałuję, że nie poszedł jeszcze krok dalej i nie wskazał głównego winnego - systemu, który deprawuje i pacjentów i lekarzy i sprawia, że  tkwią po uszy w hazardzie moralnym, próbując omijać bariery systemu wręczając lub przyjmując łapówni. I że pomimo memento jakiego dostarczył wyrok procesu Dra G, każdego dnia tysiące ordynatorów, lekarzy czy dyrektorów szpitali w dalszym ciągu podejmują liczne decyzje uznaniowe o życiu lub zdrowiu pacjentów. A doktor G był w tym szczególny, że miał po prostu pecha. A system  jak dotychczas deprawował ludzi, tak robi to bezkarnie dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz