4 gru 2012

Pacjenci utrzymują NFZ!

Nie można na tą informację nie zareagować. Wg Małgorzaty Gałązki - Sobotki, członka Rady NFZ, pojawił się w NFZ pomysł, żeby pieniądze z refundacji przesunąć na szpitale - na długi i nadwykonania.  http://refundacja.mp.pl/wiadomosci/show.html?id=78034
Można się było tego spodziewać. NFZ od lat nie generował oszczędności. W roku 2012 doszło do cudu - na kontach NFZ jest 1,5 mld oszczędności. Nie z powodu lepszej ściągalności składek. Nie z powodu lepszej organizacji świadczeń. Z powodu ustawy refundacyjnej. Te 1,5 mld pln to efekt wdrożenia bolesnego prawa w obszarze refundacji, które sprawiło, że pacjenci za leki refundowane zaczęli płacić z własnej kieszeni. Ustawa refundacyjna w wyniku nowych barier administracyjnych i podsycania konfliktu na linii lekarze - NFZ pozbawiła pacjentów prawa do leków refundowanych, wynikającego z prostego faktu ubezpieczenia zdrowotnego. Nie wystarczy mieć ubezpieczenie , żeby dostać lek refundowany - trzeba jeszcze pojść do lekarza, który ma podpisaną umowę z NFZ na wystawianie recept, trzeba mieć zaświadczenie od specjalisty ubezpieczenia  zdrowotnego o chorobie przewlekłej, a nasza choroba musi mieścić się w zakresie tzw. wskazań zarejestrowanych. Jeśli którykolwiek z warunków nie zostanie spełniony - lądujemy w aptece z receptą pełnopłatną na lek refundowany. Firma IMS Health podsumowała bilans tego nowego zjawiska, nieznanego nigdzie na świecie - na leki refundowane ale dla pacjentów dostępne za pełną opłatą pacjenci w 2012 roku zapłacą 650 mln pln. To 2x tyle ile kosztuje obywateli afera Amber Gold.


W objętej kryzysem Grecji, jak pacjent nie dostaje w aptece leku refundowanego tylko musi za niego zapłacić 100% ceny to potem ustawia się w kolejce do greckiego NFZ po zwrot nadpłaty. A w Polsce? W Polsce pacjent nie ma od kogo dochodzić prawa do zwrotu nienależnie pobranej pełnej opłaty za leki. Rzecznik Praw Pacjenta odsyła go do lekarza albo świadczeniodawcy, żeby tam dochodził swoich praw. A NFZ zaciera ręce, bo im więcej pacjenci zapłacą za leki refundowane z własnej kieszeni tym mniej on wyda na ten cel z publicznych pieniędzy. I tu dochodzimy do sedna sprawy - pieniądze na kontach NFZ to nie są pieniądze NFZ! To są pieniądze pacjentów, które zostały niewydane, i właściwie powinny zostać indywidualnym pacjentom zwrócone. Ale trudno, nie ma sprawy, nasza strata. Ale nie możemy pozwolić, żeby nasze pacjentów pieniądze zostały przekazane na zasypanie dziury pod koniec roku w budżecie NFZ. Przeniesienie tych kwot do rezerwy a potem na świadczenia oznacza, że zamiast na nowe terapie zostaną one wydane na pensje personelu medycznego, bo 70% kosztów szpitali to właśnie koszty personalne.

NFZ potrzebuje około 1,7 mld pln na pokrycie kosztów nadwykonań i na zobowiązania wobec szpitali. Wszystko wiec dobrze się składa - są pieniądze w refundacji, wydajmy je na świadczenia. Tyle że ustawa refundacyjna wskazuje, że oszczędności z refundacji można wydać na refundację leków. W tej jednej sprawie ustawa działa na korzyść pacjentów.
Budżet lekowy to tylko 15% budżetu na ochronę zdrowia. Ten obszar ochrony zdrowia został przez ustawę refundacyjną względnie uporządkowany. Oszczędności z tego obszaru w wysokości 2 mld pln nie uzdrowią całego systemu ochrony zdrowia. Wygenerują tylko niezadowolenie pacjentów i organizacji pacjenckich, które czekają na poprawę dostępu do innowacyjnych terapii.

Metodą na uzdrowienie sytuacji nie jest redystrybucja środków, przelewanie z jednego obszaru do innego. Receptą na zmianę jakościową jest zrównoważenie koszyka świadczeń i nakładów na jego finansowanie poprzez dostarczenie do systemu środków z zewnątrz. Z zewnątrz czyli uporządkowanie sprawy składek rolników, współpłacenie i dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Przesuwanie środków z refundacji na szpitale jest jak leczenie przez amputację - okaleczniem systemu. Pacjenci się na to nie zgodzą. Nie zgodzą się na zasypanie dziury w budżecie NFZ z pieniędzy pochodzących z nienależnie im nieprzyznanej refundacji.
--
Autor: Ewa Borek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz