29 lis 2012

O tym jak rząd lobbuje na rzecz prywatnych klinik i lekarzy

Główny problem systemu ochrony zdrowia w Polsce polega na tym, że koszyk świadczeń czyli to co się należy pacjentom od publicznej służby zdrowia jest większy niż środki na jego finansowanie. To co się dzieje w ostatnich dniach  - zapisywanie do specjalisty na kilka lat do przodu czy wstrzymywanie przyjęć pacjentów w szpitalach jest prostym dowodem na brak tej równowagi - środki na leczenie skończyły się 1,5 lub 2 miesiące przed końcem roku. Historia się powtarza po raz kolejny. Ile środków brakuje w systemie - no właśnie tych 10 - 15% na pokrycie leczenia w ostatnich miesiącach roku. I co robi minister zdrowia i prezes NFZ? Mówią, że dyrektorzy szpitali źle planują. Albo że jak ktoś zapisuje pacjenta w wieloletnią kolejkę to sam powinien iść do psychiatry. Nie dajamy sobie wcisnąć tego kitu - administracja przerzuca odpowiedzialność za brak działań naprawczych w systemie na świadczeniodawców, którzy niby skąd mają wziąć pieniądze na leczenie pacjentów - mają się zadłużyć, działając na niekorzyść szpitala, którym zarządzają? Tak jak ta diagnoza jest prosta tak i recepta na naprawę systemu jest prosta  - albo trzeba powiedzieć, że za dużo państwo oferuje obywatelom w koszyku świadczeń i ten koszyk ograniczyć, albo dodać pieniędzy na finansowanie takiego koszyka który mamy. Biały Szczyt z 2007 roku wskazał, jak zwiększyć finansowanie nie zwiększając obowiązkowej składki na zdrowie - opodatkować na zdrowie rolników, wprowadzić współpłacenie pacjentów za świadczenia takie samo jak za leki i wprowadzić dobrowolne dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Ale żeby to zrobić trzeba politycznej odwagi. Nie zrobiono więc nic, bo strategia doing nothing jest najlepszą strategią na przetrwanie. Jakie są tego efekty - dług szpitali sięga 10 mld pln czyli 1/6 rocznych wydatków NFZ na zdrowie. Cały czas krążymy wokół tych samych szacunków deficytu finansowania ochrony zdrowia - to właśnie owe  magiczne 15%.

Jaki wybór ma w tej sytuacji pacjent? Nie może dopłacić w publicznym szpitalu, żeby ominąć kolejkę do specjalisty albo trafić do szpitala. Im gorzej w publicznej służbie zdrowia tym lepiej w prywatnej. Przez dwa ostatnie miesiące roku Polacy będą się więc musieli leczyć prywatnie, zwiększając przychody prywatnych lecznic i specjalistów. Obecny system daje im tylko dwie możliwości - albo czekać na bezpłatne świadczenie w długiej kolejce albo zapłacić 100% wartości tego świadczenia w prywatnej służbie zdrowia.


W tych krytycznych miesiącach pod koniec roku budżetowego przydałoby się pacjentom szczególnie rozwiązanie pośrednie - takie żeby pacjenci mogliby dopłacić nie 100% ale to brakujące 10-15% i mieć dostęp do publicznej służby zdrowia. Zarobiłyby szpitale, a dla pacjentów to istotna różnica 10% czy 100% z kieszeni pacjenta, więcej pacjentów skorzystałoby z tej pośredniej możliwości dostępu do służby zdrowia.

Ale słyszymy - nie będzie zgody na współpłacenie ani na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Będziecie czekać w kolejkach do specjalistów i pod koniec roku nie liczcie na przyjęcie do szpitala. Tych dyrektorów którzy nie potrafią dokonać ekonomicznego cudu nazwiemy nieudacznikami albo zwolnimy jak dyrektora Instytutu Reumatologii, byłego wiceministra zresztą. Jak to słyszę to mam taką refleksję, żę rząd betonując status quo i nie wprowadzając zmian w systemie  jest najskuteczniejszym lobbystą na rzecz prywatnych klinik i prywatnie praktykujących lekarzy, których darzy taką niechęcią.

Wszystko albo nic, czekasz albo płacisz, nie będzie żadnych rozwiązań pośrednich. Póki my tu rządzimy.
No cóż, musimy jeszcze poczekać te 3 lata, powstrzymując się od wszelkich chorób. Potem doczekamy się rozwiązań pośrednich, jak zmienimy tych, co ich nam pacjentom od lat dać nie chcą, zmuszając nas pod koniec roku do pokrywania 100% kosztów leczenia w prywatnych klinikach.
--
Autor: Ewa Borek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz