15 sie 2012

NFZ jak pies ogrodnika, sam nie zje i drugiemu nie da

Rzecz dotyczy dyrektywy o leczeniu transgranicznym. Wkrótce ma wejść w życie, co oznaczałoby w skrócie możliwość leczenia za granicą i obowiązek NFZ zwrotu kosztów leczenia w takiej wysokości, w jakiej dokonuje tego w przypadku krajowych świadczeniodawców. 
Koszty leczenia za granicą mogłyby okazać się w niektórych przypadkach niższe i czas oczekiwania - krótszy. Przykładowo:
zabieg usunięcia zaćmy w Czechach kosztuje 1752 zł, a czas oczekiwania to trzy miesiące. Tymczasem w Polsce za to samo Fundusz płaci 3.269 zł, a czeka się średnio 15 miesięcy. 
Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna" Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić obowiązek uzyskiwania specjalnej zgody, najprawdopodobniej NFZ.
Jeśli taki obowiązek zostanie wprowadzony, w praktyce będzie to oznaczać, że NFZ dalej będzie wyrażać (lub nie) zgodę na leczenie zagranicą. To przepis, którego idea jest zgoła przeciwstawna idei dyrektywy transgranicznej. Mistrzostwo Świata w spowalnianiu przemian w ochronie zdrowia.

Dyrektywa, która mogłaby ograniczyć monopol NFZ, umocni jego pozycję (Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym istnieje taka instytucja - ubezpieczyciel obowiązkowy i nieposiadający żadnej konkurencji, czyli także motywacji do zwiększania jakości usług).

Kreatywność polskich urzędników jest zdumiewająca. Gdyby ten potencjał wykorzystano z myślą o pacjentach mielibyśmy jeden z lepszych systemów ochrony zdrowia na świecie.
JT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz