7 cze 2012

W poszukiwaniu KOZŁA OFIARNEGO

Paszkiewicz odwołany. Po pięciu latach pełnienia funkcji Prezesa NFZ. To rekord. W tak długim okresie naprawdę można zdobyć kompetencje w zakresie zarządzania systemem ochrony zdrowia. Cieszą się lekarze, bo zaczął wdrażać rok temu po cichu kontrolę preskrybcji, bo pojawiły się kary za nadużycia w przepisywaniu recept, bo w nowych umowach na wystawianie recept z lekarzami utrzymał kary wbrew duchowi nowelizacji ustawy refundacyjnej. A co ta decyzja oznacza dla pacjentów?

Dla pacjentów jest źle, jak nie ma współpracy między Ministerstwem Zdrowia i Nardowym Funduszem Zdrowia. Bo wtedy w systemie i tak dla pacjenta nieprzyjaznym narasta niepewność, brak decycyjności, brak odpowiedzialności za błędy urzędnicze, brak nadzoru. Dla pacjentów jest źle, jak nowy prezes NFZ zaczyna swoją funkcję od uczenia się systemu ochrony zdrowia.

Zbliża się data 1 lipca 2012 - wejścia w życie nowych regulacji dotyczących programów lekowych. Brak Prezesa, jego zastępcy do spraw medycznych oznacza brak nadzoru nad wdrażaniem prawa w tym obszarze, nad trwającym procesem kontraktacji programów lekowych a potem nad wdrożeniem zmiany systemowej. Nie  jestem pewna czy zmiany potrzebnej. Nie było trzeba wywracać do góry nogami systemu programów terapeutycznych/lekowych, fundować problem z interpretacją zapisów ustawy refundacyjnej, generować konflikt MZ - NFZ dotyczący sposobu wdrożenia, dodawać pracy oddziałom NFZ związanej z kontarktacją świadczeń i powodować zmieszania świadczeniodawcom i szpitalom. A przede wszystkim nie trzeba było dodawać niepokoju pacejntom, którzy są już leczeni w programach lekowych albo mogą być leczeni w przyszłości. Można było po prostu negocjować ceny z producentami i je obniżać w poprzednim systemie bez konieczności burzenia tego, co było po to żeby dużym nakładem pracy wszyskich stron zbudować coś bardzo podobnego, nie wnoszącego istotnej zmiany na lepsze w dostępie do programów lekowych i chemioterapii.


W tej sprawie Paszkiewicz, który miał wątpliwości, jak wdrożyć zmianę w praktyce zachowując ład prawny, wskazał Ministerstwu i bezsens całej tej zmiany i niekompetencje i pokazał sposób na wdrożenie tego zgodnie z prawem, jest nie wrogiem Nr 1 tylko być może jedynym kompetentnym i względnie odpowiedzialnym urzędnikiem państwowym, który chciał zminimalizowac skutki innych niekompetentnych i nieodpowiedzialnych działań urzędniczych.
Tu bym go raczej widziała jako ofiarę ustawy refundacyjnej, stojącą w jednym rzędzie z pacjentami.

Ale polityka domaga się wskazania winnych, nawet zanim jeszcze cały bezmiar problemu zostanie ujawniony. Po 1 lipca pewnie się okaże, że wina z bałaganem wokół programów lekowych jest "zasługą" Paszkiewicza, bo źle wdrożył świetną ustawę refundacyjną w tym obszarze. Winny już został nazwany i ukarany, wszysko jest więc politycznie posprzątane, zanim problem z dostępem do leczenia objawi się w pełnej krasie.

Tak w istocie to My Pacjenci możemy i powinniśmy rozliczać polityków z faktów i wskazywać winnych. Prosty fakt, który warto monitorować, to jest liczba pacjentów, którzy byli leczeni w programach terapeutycznych i liczba pacjentów, którzy będą leczeni w programach lekowych. Skoro zmiana miała być dla nas zmianą na lepsze, obniżenie cen leków przy tym samym budżecie na programy powinno spowodować, że więcej pacjentów będzie leczonych w programach lekowych po 1 lipca 2012. Te dane będą  łatwodostępne. Sprawdzimy je! 
I wtedy stanie się jasne, czy ofiara Paszkiewicza była ofiarą właściwie wskazaną. Czy nie jest to tak, że wina pierwotna niekompetencji i nieodpowiedzialności urzędniczej leży cały czas po stronie Ewy Kopacz, która została za to nagrodzona funkcją drugiej osoby w państwie. I Arłukowicza, który nauczył się, że za niekompetencję i nieodpowiedzialność można zostać  nagrodzonym i uporczywie forsuje złe prawo, wskazując na oślep winnych - niewinnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz